wydarzenia

Każda droga kiedyś się kończy…

Każda droga kiedyś się kończy…

Tłumy żegnały w piątkowe popołudnie Lucjana Trelę. Zmarły trzy dni wcześniej sportowiec był niezwykle lubiany nie tylko w swoim mieście. Przyjechali przyjaciele z całego okręgu, a nawet z Warszawy. Na ostatni marsz ze swoim idolem stawili się kibice, którym tak wiele szczęścia przysporzył. Nad mogiła pochylili się najbliżsi, bo choć miał stalowe pięści, to również gołębie serce które oddawał rodzinie.

Miał za sobą 275 walk w ringu i 76 lat, gdy stanął do tej ostatniej. To nie jest dobry wiek dla sportowca nawet takiego jak Trela. Tym bardziej, gdy przychodzi się zmierzyć z przeznaczeniem. To widocznie uznało, że na drugim ze światów też się muszą Trelą nacieszyć. Umarł cichutko, choć miał jeszcze sporo planów. Na miejsce wiecznego spoczynku odprowadzała go stara bokserska gwardia z ringów. Również tych w Rzeszowie i Dębicy. Były poczty sztandarowe i samorządowcy, bo kto jak kto, ale Trela ma największe zasługi w rozsławianiu Stalowej Woli. Ta odwdzięczyła się mu tytułem Zasłużonego dla Miasta. Cieszył Go ten tytuł, choć blado się prezentował na tle złota wywalczonego w ringu. Miasto dawało jednak tyle ile mogło, a On o nic więcej się nie upominał. Byli przedstawiciele kilku przynajmniej dyscyplin sportu. Nic dziwnego, gdyż zaczynał w sporcie jako piłkarz, a po zakończeniu pięściarskiej kariery wspierał piłkarzy, koszykarzy i siatkarzy, a w zasadzie każdego, kto na stadionie przy ul. Hutniczej coś trenował.

– Każda droga kiedyś się kończy – mówił nad trumną Janusz Stabno, rzecznik Polskiego Związku Bokserskiego. – Żegnamy wielkiego pięściarza i wspaniałego człowieka. Potrafił się zmagać nie tylko z rywalami w ringu. A gdy po walkach wracał do domu, był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Bo w rodzinie miał oparcie.

Nie tylko przebieg sportowej kariery Lucjana Treli przypomniał Janusz Kotulski. W zakończeniu wspomniał, że pierwszy olimpijczyk ze Stalowej Woli zmęczenie walką poczuł dwa lata temu. Osłabł „gdy los zabrał mu ukochanego syna Marka”. Właśnie koło syna spoczął pod czarną płytą grobowca, gdy gdzieś w pobliżu przysiadł anioł śmierci. Przed miesiącem na tym samym cmentarzu żegnaliśmy Janusza Janowskiego. Wcześniej odszedł Andrzej Lewandowski, wieloletni kompan zmarłego właśnie ś.p. Lucjana. Odchodzą ci, którzy przysparzali nam tyle dumy i szczęścia. Odchodzą zawsze za wcześnie.

DSC_0087

DSC_0093

DSC_0099

DSC_0100

DSC_0108

DSC_0109

Marcin Swobodny 

Kliknij aby dodać komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wydarzenia

Więcej w wydarzenia

Pożar koparko – ładowarki w Sandomierzu

tsa24.com13 maja 2021

Manual dla branży turystycznej

tsa24.com13 maja 2021

Uwaga prognozowane na dziś burze z gradem !

tsa24.com13 maja 2021

“Sandomierscy KREWni z wyboru – tydzień krwiodawstwa”

tsa24.com13 maja 2021

Policja poszukuje zaginionego mieszkańca Sandomierza

tsa24.com12 maja 2021

Zwycięzcy X Międzyprzedszkolnego Konkursu Recytatorskiego

tsa24.com12 maja 2021

Zgłoś swoje propozycje zmian w rozkładzie jazdy autobusów

tsa24.com12 maja 2021

NOC MUZEÓW 2021 w Muzeum Okręgowym w Sandomierzu

tsa24.com12 maja 2021

Worki z nakrętkami z Klimontowa zasilą zbiórkę Bartusia

tsa24.com11 maja 2021